Dienstag, 23. Mai 2017

Seunghyun

Pierwszym co widzę, jest para ciemnych oczu, przeszywająca mnie na wskroś. T.O.P leży pośród porozrzucanej pościeli, a jego obandażowana pierś unosi się ciężko.
- Gdzie jestem? – powtarza ochryple.
Prostuję się na krześle i mrugam, dochodząc do siebie. – Jest pan w moim mieszkaniu. Jestem siostrą Sungila.
- Siostrą Sungila – powtarza, nie odrywając ode mnie wzroku. Jego spojrzenie jest przytomne, gorączka musiała nareszcie spaść. – Nie mówił, że ma siostrę. Masz jakieś imię?
- Jiyeon. A pan?
- A jak mnie przedstawiono?
- Mówili o panu T.O.P.
- Więc tak mnie nazywaj – jego głos jest szorstki. – Od kiedy tu leżę?
- Od wczoraj. Przynieśli pana w nocy.
T.O.P. przez chwilę marszczy brwi, jakby starał się sobie coś przypomnieć. Dotyka bandażu na piersi i zaciska szczęki – nie wiem czy z bólu czy frustracji.
- Pomóż mi wstać.
- Nie powinien pan jeszcze wstawać.
Krzywi się. – Muszę do łazienki, dziewczyno. Zaprowadzisz mnie?
W milczeniu pomagam mu podnieść się z posłania. Sapie z wysiłku, ale w końcu udaje mu się wstać. Jest wysoki, o pół głowy wyższy ode mnie. Wspiera się na mnie, niemal miażdżąc mnie pod swoim ramieniem, kiedy chwiejnie prowadzę go do łazienki. Jego naga skóra ociera się o moją bluzkę. Czuję poruszające się pod nią twarde mięśnie. Przyłapuję się na tym, że wdycham jego ciężki, męski zapach – mieszaninę potu i czegoś jeszcze, jakiejś niezdefiniowanej, ale przyjemnej nuty. Serce bije mi niespodziewanie szybko. Z ulgą zostawiam go w łazience i czekam na zewnątrz.   
Kiedy w końcu staje w drzwiach, jest blady i chwieje się. Podtrzymuję go szybko, zanim zwali się na ziemie. Jestem świadoma, że nie dałabym rady go podnieść. Sadowię go na stołku w łazience, a on zamyka oczy.
- Da pan radę chwilę tak posiedzieć? Powinnam zmienić opatrunek.
Kiwa głową, nie otwierając oczu. Ostrożnie odwiązuję bandaż i zdejmuję opatrunek. Rana wygląda okropnie – ziejąca pustką, czarna dziura w ciele. Wydaje się przynajmniej czysta, bo nie jątrzy się ani nie wygląda na zainfekowaną. Mężczyzna wzdryga się, kiedy moje palce dotykają jego skóry. Staram się być jak najdelikatniejsza, ale widzę, że gdy opatruję ranę, na jego szyi występują grube żyły.
- Przepraszam – mówię szczerze. – Musi bardzo boleć. Dam panu tabletkę przeciwbólową. Po niej będzie pan spał.
Potrząsa głową. - Nie. Jeszcze nie. Muszę wykonać telefon.
Gdyby nie był mafiosom, zapytałabym: „To nie może zaczekać”?. Wiem jednak od mojego brata, że ich sprawy nigdy nie mogą zaczekać.
Pomagam mu wrócić do łóżka.
- Przynieś mi mój telefon – mówi, głosem przywykłym do wydawania rozkazów. – I papierosy.
- Nie mam papierosów – wzruszam lekko ramionami.
- Jak to, nie masz?
– Nie palę. W tym mieszkaniu ich pan nie znajdzie.
Mieli w ustach przekleństwo. - W takim razie idź po paczkę.
Przez chwilę walczę z sobą, żeby nie odpowiedzieć mu w zdecydowanie niegrzeczny sposób. Widząc, że wciąż nie ruszyłam się z miejsca, mężczyzna pyta sucho. – Coś jeszcze?
Odwracam się napięcie i maszeruję do przedpokoju. Znajduję czarną skórzaną kurtkę i rzucam ją mężczyźnie.
- Idę po papierosy – mówię krótko i wychodzę z mieszkania. Postanawiam, że to ostatnia przysługa, którą mu wyświadczam. Bez względu na to kim jest, nie mam zamiaru grać jego służącej. Zdecydowanie wolałam go, kiedy był nieprzytomny.
W kiosku czekam niemal kwadrans w kolejce, żeby kupić papierosy. Kiedy sprzedawca pyta mnie o preferowaną markę, tylko bezradnie wzruszam ramionami. Mój wzrok przyciąga gazeta, której nagłówek głosi: „Krwawy rozrachunek mafii – strzelanina w kasynie Golden Dragon”. Po chwili namysłu kupuje i ją.
Kiedy wracam do mieszkania, słyszę niski głos T.O.P. Dochodzi mnie strzęp zdania:
- … tylko nie obijcie go za bardzo. Musi rozpoznać jego twarz, inaczej pomyśli, że to blef.
Robi mi się niedobrze. Widząc mnie na korytarzu mężczyzna ścisza głos i rzuca mi ostre spojrzenie, dające do zrozumienia, że powinnam zniknąć. Z wielką chęcią.
W salonie znajduję moją komórkę i widzę, że mam kilka nieodebranych połączeń. Dzwonił do mnie Minho. Z westchnieniem postanawiam, że zadzwonię do niego później. Jestem zbyt rozkojarzona, żeby wiarygodnie udawać chorą.
Od strony sypialni dochodzi mnie chrząknięcie. – To gdzie są te papierosy?
Wracam, obracając paczkę w dłoniach. T.O.P patrzy na mnie wyczekująco, wydaje się już spokojniejszy.
- Dostanie pan tą paczkę – zaczynam, zaskoczona własną śmiałością. – Jeśli odpowie pan na kilka moich pytań.
Patrzy na mnie z kamienną twarzą. Cisza ciągnie się w nieskończoność, ale ja również się nie ruszam. Widzę, że T.O.P zaciska lekko usta, gdy jego spojrzenie pada na papierosy.
- Jedno – cedzi. – Wybierz sobie jedno pytanie. I zastanów się dobrze.
Zagryzam wargę. Mam wiele pytań, ale w końcu podejmuję decyzje.
- Jak się pan nazywa? – powtarzam pytanie z determinacją.
- Mówiłem już, nie…
-…I nie mówię o pana pseudonimie. Chcę poznać pana prawdziwe imię.
T.O.P szarpie lekko głową i zdaje się walczyć z własnymi myślami. To zaciska, to rozprostowuje palce.
- Seunghyun – rzuca w końcu przez zaciśnięte zęby.
Seunghyun. Lubię to imię, a wypowiedziane niskim, szorstkim głosem zyskuje na uroku.
– I nie pytaj o nazwisko – uprzedza, widząc że otwieram usta. – I tak za dużo wiesz.
Podaje mu papierosy. Ogląda pudełko z niesmakiem.
- Pall Mall? To za to sprzedałem imię?
Zapala jednak i głęboko wdycha kłęby dymu, jak tonący, który w końcu zaczerpuje powietrza. Gdyby nie był w tak złym stanie, natychmiast kazałabym mu się wynieść na balkon. Jestem pewna, że wszystkie meble przesiąkną tym zapachem. Wychodzę z pokoju i przygotowuję sobie posłanie na kanapie, mając zamiar w końcu się przespać. Wygląda na to, że póki co T.O.P – a raczej Seunghyun – ma się całkiem nieźle, jeśli jest w stanie palić i kazać swoim ludziom pobić jakiegoś człowieka, który bóg wie, jak się naraził.
Mam tylko nadzieję, że mój brat nie jest w to zamieszany.




Keine Kommentare:

Kommentar veröffentlichen