Gwałtownie podnoszę się z kanapy i idę do łazienki, wziąć szybki prysznic. Senność od razu się ulatnia, kiedy z zamkniętymi oczami w skupieniu odgrywam jedno z preludiów Chopina na niewidzialnych klawiszach. Ciepłe krople przyjemnie rozluźniają napięcie w moich ramionach. Dasz radę, powtarzam sobie. Długo się przygotowywałaś. Skup się, a wszystko pójdzie dobrze.
Biorę kilka głębokich oddechów i wychodzę spod prysznica, owijając się ręcznikiem. Suszę włosy, nakładam subtelny makijaż i przez chwilę patrzę w lustro. Mam poważne, ciemne oczy, czarne włosy ścięte w krótki bob i jasną cerę. Przez drobną sylwetkę i szpiczasty podbródek wciąż mam w sobie coś z dziecka, chociaż skończyłam już dwadzieścia jeden lat. Zakładam elegancką, białą bluzkę i spódniczkę, do tego czarne buty na obcasie. Z łazienki idę do mojej sypialni.
T.O.P nie śpi. Kiedy cicho wchodzę przez drzwi, mierzy mnie wzrokiem, a jego źrenice o ułamek sekundy dłużej zatrzymują się na widocznym skrawku skóry między spódniczką a kolanem. Czuję, jak na policzki wpełza mi rumieniec i piorunuję go wzrokiem. Mężczyzna odwraca spojrzenie i wpatruję się w ścianę przed sobą. Wygląda na zmęczonego, włosy ma potargane i w nieładzie.
- Wychodzisz - stwierdza.
- Tak. Mam egzamin. Wrócę za jakieś dwie godziny, w tym czasie ktoś przyjdzie cię popilnować.
- Nie wiedziałem, że jesteśmy na ty.
Znów się rumienię, ale tym razem nie daję się onieśmielić. - Jeśli bardziej to panu odpowiada, możemy zachować formalności. Ale wtedy oboje stosujemy się do tych zasad. Nie jestem służącą. Nie we własnym domu.
T.O.P spogląda na mnie, ostrzegawczo unosząc ciemne brwi. - Ty naprawdę nie wiesz kim jestem - mruczy, ale w jego głosie brzmi cień rozbawienia. Zapala papierosa i po chwili dodaje obojętnie: - Dobrze, jak sobie życzysz. Możemy być na ty, Jiyeon.
Sposób w jaki zostało wypowiedziane moje imię, sprawia, że stawiają mi się włoski na karku. Odwracam się i zaczynam szukać kolczyków w szufladzie szafki, cały czas czując sobie spojrzenie mężczyzny.
- Jak się dzisiaj czujesz? - pytam go, żeby przerwać ciszę, w której z każdą sekundą czuję się coraz bardziej nieswojo.
- W porządku.
- Bardzo boli?
Nie odpowiada, a jego twarz ma kamienny wyraz. Widzę jednak, że zaciska palce lewej dłoni na pościeli, tak że zbielały mu kłykcie. Oczywiście, że go boli. Ma w końcu dziurę w ramieniu.
- Potrzebujesz silniejszych leków przeciwbólowych?
Kiwa głową.
- Dziękuję - mówi cicho, kiedy wracam z kuchni i daję mu silniejszy środek. Łyka go natychmiast, popijając wodą, po czym opada na poduszki. Między jego brwiami pojawia się drobna zmarszczka, kiedy zamyka oczy. Jest w nim coś królewskiego, nawet gdy tak leży, bez sił i pośród porozrzucanej pościeli. Sprawia wrażenie, jakby wszystko dookoła należało do niego. Przypominam sobie moją radość, kiedy kupiłam to łóżko - pierwsze odkąd wyprowadziłam się z domu rodziców - zastępujące materac na podłodze.
Ktoś puka do drzwi. Otwieram i widzę przed sobą zwalistą postać Byka.
- Przychodzę przypilnować szefa.
- Świetnie. Idę na uczelnie, wracam za jakieś dwie godziny.
Łypie na mnie z góry, kiedy go wymijam. Potężne szczęki machinalnie przeżuwają gumę. Staram się nie dać po sobie poznać, że się go boję. A boję się. Ich wszystkich. Zawsze gdy spotykam rzezimieszków z gangu Sungila, w głowie zapala mi się alarmująca lampka, pomimo zapewnień brata, że nic mi nie grozi. Dobre sobie, to w końcu mafia! Są wśród nich mordercy, oszuści, hazardziści, porywacze... Nie chcę wiedzieć do jakiej grupy zalicza się Sungil.
Wychodzę na świeże powietrze i przez chwilę rozkoszuję się piękną pogodą. Jest to złociste, październikowe popołudnie, zachęcające do spacerów po parku i spotkań w kawiarniach. Urok dnia trochę zakłóca to, że teraz zaczynam się lekko denerwować przed egzaminem. Biorę jeszcze jeden głęboki wdech i ruszam w stronę pociągu.
***
Kiedy wychodzę z uniwersytetu, jestem pełna sprzecznych uczuć. Z jednej strony ulżyło mi, kiedy wstałam od fortepianu, z drugiej strony nie byłam na sto procent zadowolona ze swojego występu. Technicznie odegrałam utwory niemal bezbłędnie, ale czegoś zabrakło. Nerwy sprawiły, że nie potrafiłam włożyć w nie tyle uczucia, co chciałam, a pauzy wyszły przykrótkie. Mam wrażenie, że nie dałam nutom "oddychać" i zastanawiam się, jak mój występ odebrali egzaminatorzy. Z ich twarzy nic nie dało się wyczytać, tylko długopisy skrobały po papierze, kiedy ze zmarszczonymi brwiami robili notatki.
Ale teraz nie mogę już nic zmienić. Postanawiam więc nie martwić się na zapas i skorzystać z tego, że wyszłam z uniwersytetu wcześniej niż zakładałam. Wyciągam telefon i dzwonię do mojego chłopaka. Umawiamy się na kawę w pobliskiej kawiarni, "Coffee Pirates"; to jedno z moich ulubionych miejsc w Seulu.
Minho pojawia się tam chwilę po mnie. Wita mnie całusem, a ja czuję znajomy zapach: mieszaninę jego perfum i miętowej gumy do żucia. Jest wysoki i smukły, o ciele, które pięknie wyrzeźbił jego ulubiony sport: piłka nożna. Jak zwykle ubrany w bluzę z kapturem, jedną z tych, które tak chętnie od niego pożyczałam i adidasy. Minho jest przystojny, ze swoimi ciepłymi, brązowymi oczami i
włosami, które dzisiaj miękko opadają na jego czoło. A przede wszystkim: Jest zabawny. Zwykle rozluźniony, ma dystans do siebie i do życia. Mało rzeczy wyprowadza go z równowagi. Chociaż myślę, że opowieść o mafioso w moim łóżku miałaby szansę.
- No, Ji, jak się czujesz? - pyta mnie, szczypiąc końcówkę mojego nosa.
- Już lepiej - odpowiadam, uśmiechem maskując wyrzuty sumienia, że go okłamywałam. Ale Minho nic nie wie o gangsterskich porachunkach mojego brata i nie mam zamiaru go w to wciągać, tak jak Sungil wciągnął mnie. - To mnie złapało nagle, ale równie szybko stanęłam na nogi.
- Całe szczęście. Przy takiej pięknej pogodzie szkoda by było leżeć w łóżku. - wygląda przez okno kawiarni. - Jak poszedł egzamin?
Opowiadam mu o moich odczuciach związanych z występem. Kiwa głową i chociaż mnie słucha, jego oczy co jakiś czas robią się szkliste. Tak naprawdę nie mam mu tego za złe - Minho nie interesuje się muzyką klasyczną, tak jak ja specjalnie nie interesuję się piłką nożną. Tłumaczenie mi czym jest "spalony" jest równie bezsensowne, co tłumaczenie mu znaczenia ćwierćnut i staccato. Nie rozumie mojego zachwytu burzliwym pięknem muzyki Chopina, ale mimo to zwykle przychodzi na moje koncerty i z szerokim uśmiechem klaszcze, kiedy się kłaniam. Ja z kolei kibicuje mu na meczach. To mi całkowicie wystarcza.
- Więc tak naprawdę nie wiem, jak poszło - kończę opowieść, nie chcąc go zanudzić detalami.
- Będzie dobrze - zapewnia mnie, biorąc moją dłoń w swoją. - Zawszę tak mówisz i zawsze zdajesz.
- Zobaczymy. Po prostu chciałam zagrać to lepiej.
Spoglądam na zegarek. Minęło już półtorej godziny, nie miałam już za dużo czasu.
- Spieszysz się gdzieś?
- Nie. Hm, to znaczy trochę. Obiecałam sąsiadce, że przypilnuje dzisiaj jej synka.
Minho marszczy brwi. - Której sąsiadce?
- Pani Kwon. Musi wyjść wieczorem, ma coś do załatwienia.
Znów czuję ukłucie winy.
- Szkoda. Myślałem, że może w końcu spędzimy wieczór razem - mówi Minho, odgarniając mi włosy z czoła pieszczotliwym ruchem.
- Dzisiaj naprawdę nie mogę - opieram policzek o jego ciepłą dłoń. - Ale odezwę się.
Wracając do domu, drzwonię do mamy. Moi rodzice mieszkają na wyspie Jeju, tyle że ja i Sungil przeprowadziliśmy się do Seulu kilka lat temu. Wiem, że za rzadko ich widuję i nie czuję się z tego powodu dobrze. Tęsknie za nimi, bardziej niż komukolwiek się zwierzałam - za żartami ojca, za rezolutnym usposobieniem mamy. Za ich uśmiechem, ich uściskiem, za śniadaniami w ogródku. Za ich psem, Bossem.
Rozmowa z mamą martwi mnie. Nie mówi za dużo, ale między wierszami napomyka, że tata nie czuje się ostatnio najlepiej. Ale mam nie zawracać sobie tym głowy. Jak mi poszedł mi egzamin?
Egzamin? A jakie to ma znaczenie, chcę odpowiedzieć, czując narastający we mnie, niewytłumaczalny strach.
- Mamo, czy na pewno wszystko w porządku? - pytam, a głos drży mi lekko.
- Tak, to nic wielkiego - uspokaja mnie. - Po prostu, źle się poczuł, ale mówi, że jak odpoczywa, to mu lepiej. Uważam teraz, żeby nie pracował za dużo w ogródku.
Pomimo tych zapewnień, wracam do mieszkania zmartwiona. Mój w miarę dobry humor podczas spotkania z Minho już się ulotnił i teraz czuję się tylko zmęczona. Gdyby rodzice wiedzieli, w co Sungil się wplątał... Siebie i mnie.
Wita mnie słaby zapach dymu. Byk, który rozsiadł się w moim fotelu i gra w jakąś gierkę na telefonie, teraz podnosi się ciężko i podchodzi do mnie. Wciska mi w dłoń plik banknotów.
- Na wydatki - burczy.
- Znaczy na papierosy?
- Też. Ale nie Pall Mall. Szef woli Marlboro. Ja też je wolę.
Gapię się na niego przez chwilę.
- Marlboro - powtarzam wolno. - To to ma różne gatunki?
Byk patrzy na mnie z politowaniam i wychodzi bez pożegnania.
Drzwi do mojej sypialni są zamknięte, ale przypuszczam, że T.O.P żyje. Co najwyżej śpi po lekach.
Idę do salonu. Jak w transie siadam przy fortepianie i kładę palce na klawiszach. Pieszczotliwie, jakbym głaskała ulubionego kota. Kiedy zaczynam grać, muzyka zupełnie mnie pochłania. Ciężar, który noszę w sercu nadal tam jest, ale teraz te wszystkie uczucia - niepewność, strach o ojca, strach o Sungila, wyrzuty sumienia - rozlewają się po całym moim ciele. To dziwne uczucie, uwalniające i cudowne, ale bardzo intensywne. Gram z zapamiętaniem, a każda nuta nosi własny ciężar. Melodia jest smutna, ale takie właśnie lubię najbardziej. Przy takich utworach zatracam się całkowicie. Jestem sobą.*
Dopiero teraz czuję to, czego zabrakło mi na egzaminie. Emocje. Ból. Tak powinnam była zagrać. Kiedy kończę przez chwilę wpatruję się w niebo za oknem, szaroniebieskie. Pojawiają się na nim pierwsze blade gwiazdy.
Wstaję od stołka i zamieram.
Seunghyun stoi oparty o ścianę, wpatrując się we mnie. Założył białą koszulę, a czarne włosy znów elegancko zaczesał do tyłu. Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, na której w tym momencie malują się różne emocje. Ciężko mi je nazwać, ale wydaję mi się, że po raz pierwszy w jego ciemnych oczach dostrzegam coś na kształt żalu. Głębokiego smutku. Jednocześnie maluję się w nich zaskoczenie. Musi stać tu już dłużej, bo na ziemie zdążyło już spaść trochę popiołu z niedopalonego papierosa, którego trzyma w ręce. Zaciąga się nim, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Zagraj coś jeszcze - mówi w końcu ochrypłym głosem.
Nie wiem, dlaczego spełniam jego zachciankę. Może robię to dlatego, że w jego głosie zabrzmiała niewypowiedziana prośba. Powoli siadam przy pianinie i zaczynam grać.
Jak długo gram? Nie wiem. Straciłam poczucie czasu.
Wiem tylko, że kiedy kończę i odwracam się, Seunghyun ma zamknięte oczy i głowę odchyloną do tyłu. W półmroku widzę, jak jego pierś unosi się i opada w rytm oddechu. Coś sprawia, że podchodzę do niego bliżej, tak blisko, że wyraźnie czuję zapach tytoniu i rozgrzanego ciała. Jak w transie wyciągam dłoń i zanim zdąże pomyśleć, co robię, dotykam jego policzka koniuszkami palców. Czuję pod nimi wilgoć.
Seunghyun otwiera oczy i przez chwilę patrzy się na mnie. Nie potrafię odczytać tego wyrazu. W końcu odwraca się i ciężkim krokiem wraca ciemnym korytarzem, aż słyszę trzaśnięcie zamykanych drzwi.
Przez dłuższy czas stoję w salonie, aż łzy na opuszkach moich palców zdążyły obeschnąć. Nie rozumiem, co się właśnie stało. Wiem tylko, że moje serce szybko bije w piersi, a w głowie wciąż słyszę melodię, którą właśnie zagrałam. Zagrałam ją idealnie.
* utwór grany przez Jiyeon to: https://www.youtube.com/watch?v=ef-4Bv5Ng0w
